Historie pacjentów

Doceniam każdą chwilę i realizuję marzenia

Bohaterem tego wydania „Kolorów Życia” jest Sławomir Łapczak, 22-latek z Bydgoszczy, który od czterech lat zmaga się z chorobą Crohna, a od kilku tygodni ma wyłonioną ileostomię. Postanowił podzielić się z czytelnikami swoją historią.

Doceniam każdą chwilę i realizuję marzenia!

Choruję na Crohna od czterech lat. Diagnozę usłyszałem kilka dni po osiemnastych urodzinach. Przygotowywałem się wtedy do matury. Pierwsze leki przeciwzapalne pomagały na tyle, że zdawałem egzamin bez większych dolegliwości, choć ze świadomością, że mój stan zdrowia nadal się pogarszał. Natomiast ostatnie dwa lata choroby to już była wegetacja – dolegliwości bólowe, przetoki, ropnie, wyniszczenie i wychudzenie organizmu. Schudłem ok. 20 kg. Dwukrotnie rozpoczynałem studia i przerywałem je z powodu choroby. Nie byłem w stanie fizycznie uczęszczać na zajęcia. Unikałem znajomych i wychodzenia z domu. Czułem się zmęczony, wykonując najprostsze czynności. Podejmowałem próby leczenia biologicznego, ale w trakcie jednej z kuracji pojawił się ropień okołoodbytniczy i trzeba było przerwać leczenie. Za drugim razem przy pierwszej próbie podania leku nastąpiła reakcja alergiczna – wypieki na twarzy, duszności, które zdyskwalifikowały mnie z dalszego leczenia. Potem włączono antybiotykoterapię, ale bezskutecznie. Finalnie trafiłem do Szpitala Uniwersyteckiego im. Jana Biziela w Bydgoszczy.

Szpital i operacja

Przez cztery tygodnie pobytu na oddziale gastroenterologii przed operacją były rozpatrywane różne opcje leczenia. Miałem tak wyniszczony organizm, że najpierw musiano mnie do tej operacji przygotować. Ale jednocześnie mój stan się pogarszał. Z przetok leciało coraz bardziej. Początkowo lekarze twierdzili, że wyłonią mi tymczasową stomię tak, aby zaleczyć jelito i aby przetoki mogły się zamknąć. Jednak podczas operacji okazało się, że moje jelita są w bardzo złym stanie, są przetoki i ropień, który przebił się do otrzewnej. Konieczne było usunięcie całego jelita grubego. Wyłoniono ileostomię.

Przed zabiegiem miałem okazję poznać pielęgniarkę stomijną. Nakreśliła markerem miejsce wyłonienia stomii. W ogóle nie bałem się tej operacji. Wiedziałem, że to jest konieczność, bo miałem świadomość cierpienia, którego doświadczałem przez ostatnie tygodnie, miesiące i lata. Jadąc na operację, byłem spokojny i pewny, że to jest to, co przywróci mnie do życia, co będzie dla mnie wybawieniem. Kontakt z personelem medycznym w szpitalu był fantastyczny. Oddział gastroenterologiczny w szpitalu im. Biziela  jest wyjątkowy. Po tak długim okresie przebywania w szpitalu znałem wszystkie pielęgniarki z imienia. To cudowne, ciepłe osoby. Żegnaliśmy się ze łzami w oczach.

Życie po operacji

Teraz, kilka tygodni po tej operacji, czuję się całkiem dobrze. Kilka dni temu został wyjęty cewnik cystostomijny. Lekarze są zdziwieni, że tak dobrze wszystko się wygoiło. Są przekonani, że to dlatego, że tak dobrze się odżywiam – jestem na diecie wysokobiałkowej. Jedynym moim problemem jest rana pooperacyjna, która jest rozległa. W moim przypadku potrzebne były aż trzy operacje. Brzuch jest mocno pocięty.

Do tej pory na rany stosowano opatrunki specjalistyczne (aktywne), teraz rana ładnie się goi. Lubię słuchać muzyki i lubię też ją tworzyć. Mam w domu pięć instrumentów (dwie gitary, mały keyboard, flet i harmonikę ustną), a szósty (skrzypce) zamówiłem, będąc w szpitalu. Drugą rzeczą, którą uwielbiałem i nadal uwielbiam robić, jest wędkowanie. Cieszę się, że teraz będę mógł ponownie brać udział w zawodach.

Lubię też gotować. Przed operacją nie mogłem tego robić. Bardzo szybko męczyłem się i nie potrafiłem długo stać w kuchni. Teraz mogę spokojnie wrócić do tej pasji. Chciałem polecić czytelnikom mój przepis na filet z dorsza i sałatkę z kaszy jaglanej z bazyliowym puree z ziemniaków (przepis do znalezienia na str. 22 w Dziale Dieta).

Dużo czasu spędzam też na rysowaniu, głównie postaci z kreskówek. Zacząłem dostrzegać, jakie znaczenie miały dla mnie w dzieciństwie bajki, jak bardzo wzbogaciły mnie wewnętrznie. Wykorzystuję worek SenSura Mio do rysowania i dzięki temu mogę pozytywnie pomyśleć o stomii. Opróżniam worek i widzę coś pozytywnego. Polecam uruchomienie wyobraźni i rysowanie na workach do stomii. Można też nazwać swoją stomię, zaprzyjaźnić się z nią i traktować jako część siebie. W ten sposób można pokochać ją tak, jak powinno kochać się samego siebie. Zaakceptować zmieniony wygląd.

Plany na przyszłość

Fizycznie czuję się coraz lepiej. Od wyjścia ze szpitala przytyłem 7 kg. Od strony  psychicznej wsparcie bliskich jest niezbędne w początkowym okresie, ale chyba jeszcze ważniejsze jest wsparcie, jakiego możemy sami sobie udzielić. Taka akceptacja i pokochanie samego siebie od nowa po operacji. Pogodzenie się z nowym wyglądem i sposobem funkcjonowania, bo walka z tym nie ma najmniejszego sensu.

Wystarczy, że przypomnę sobie, jak czułem się przed operacją i jak czuję się teraz. Jestem wdzięczny, że mogę żyć, jak inni ludzie. Mogę wychodzić, spotykać się ze znajomymi i żyć bez bólu.  W okresie przedoperacyjnym zaniedbałem kontakty z innymi ludźmi i wycofałem się z życia towarzyskiego. Teraz mogę znowu odbudowywać te kontakty. Wracam do życia.

Moim marzeniem jest pełen powrót to zdrowia. Chciałbym móc wstać i pojechać jakimś środkiem komunikacji do miasta, pójść na spacer, czy wyjechać na ryby. To właśnie kiedyś – jak byłem „uziemiony” w domu – wszystko było w sferze marzeń, co będę robił, gdy będę w lepszym stanie. A teraz widzę, że to wszystko jest możliwe, więc są to bardziej realne plany niż nierealne do zrealizowania marzenia. Jest tyle rzeczy, które chciałbym robić, ale wszystko po kolei. Muszę poczekać, aby rana się wygoiła, muszę zaprzyjaźnić się ze stomią, zaufać, że mam dobry sprzęt i mogę z nim normalnie funkcjonować. Potem studia, znajomi, spotkania, realizowanie muzycznych projektów. Mam plany, aby zacząć studia psychologiczne. Zawsze chciałem, aby moja praca w przyszłości była związana z pracą z ludźmi i pomaganiem im.

Staram się cieszyć obecną chwilą, doceniać to, co dzieje się w danej chwili, doceniać drugiego człowieka, który w tej mojej chwili uczestniczy. Dzięki tej chorobie pojawiła się we mnie miłość do wszystkich ludzi, wdzięczność za obecność i pomoc.

Trzeba patrzeć na stomię nie jako na problem, tylko na taką szansę „w przebraniu”. Dziękować, że mamy tyle szczęścia, że żyjemy. Zawdzięczamy to losowi i ludziom, których spotykamy.

Przeczytaj także...

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *