Historie pacjentów

Jestem sternikiem własnego życia

Każdy z nas na co dzień zmaga się z wieloma wyzwaniami, jakie zsyła na nas los. O tym, że można znaleźć w sobie siłę, aby pokonać wszelkie przeszkody i jak ważne jest wsparcie bliskich w trudnym okresie rekonwalescencji opowiedzą nam Krzysztof Kowalczyk z Warszawy i jego młodsza córka Joanna.

Joanna: Tata nie pamięta, jak doszło do wyłonienia stomii, więc ja opowiem, jak wyglądała sytuacja. Dwa lata temu tata miał drobny wypadek, przewrócił się w kuchni i trafił do szpitala MSWiA w Warszawie. Okazało się, że naczyniak, który miał wcześniej zdiagnozowany, zaczął krwawić. Neurochirurdzy podjęli decyzję o pilnym operowaniu. Naczyniak został wycięty, natomiast, niestety, wystąpiły poważne powikłania po operacji. Tata długo był nieprzytomny, długo dochodził do siebie, przyjmował bardzo mocne antybiotyki. Zdarza się, że pacjenci leżący długo w szpitalu są osłabieni i łapią bakterię, która nazywa się clostridium difficile. Jest to bakteria, która atakuje jelito grube. Sieje poważne spustoszenie w organizmie. Niestety, była odporna na kolejne antybiotyki, i efekt był taki, że po kilku tygodniach leczenia, w momencie kiedy nikogo z rodziny nie było przy tacie, pielęgniarka zauważyła, że brzuch taty jest wydęty.

Okazało się, że był to ostatni moment, aby tatę operować. To była operacja ratująca życie. Zostało usunięte całe jelito grube i została wyłoniona stomia. Ogromnie nas to zaskoczyło. Nikt z nas nie wiedział, co to jest i jak się z tym obchodzić.

Krzysztof: Pamiętam, jak powoli odzyskiwałem świadomość. Pielęgniarki opowiadały o stomii, kładły moją dłoń na worku, ale ja nie zdawałem sobie sprawy z tego, co dzieje się wokół mnie. Dopiero piątego dnia po operacji zauważyłem, że nie chodzę do toalety. Po powrocie do domu zajmowały się mną żona i córki. Z perspektywy tych dwóch lat mogę powiedzieć, że stomia nie jest dla mnie problemem. Największym wyzwaniem było nauczenie się od początku mówić, potem czytać i pisać. Nadal trudno mi przypomnieć sobie niektóre nazwy i nazwiska. Teraz mówię już płynnie i zaczynam dużo szybciej czytać.

Joanna: Dla taty to była bardzo trudna sytuacja, bo przed operacją bardzo lubił czytać. Czytał jedną, dwie książki dziennie.

Krzysztof: Tak, całe życie dużo czytałem, mówiłem trzema językami (angielski, niemiecki i włoski), pracowałem w Niemczech i we Włoszech. Sprawne mówienie i czytanie to mój największy problem, stomia to problem numer dwa. Najchętniej to bym je zamienił, żeby tak łatwo było z czytaniem i mówieniem jak jest z życiem ze stomią. Aby porozumiewać się z bliskimi, potrzeba było bardzo dużo czasu. Nauka mówienia to żmudny i trudny proces. Czasami im więcej ćwiczyłem, tym bardziej czułem się zmęczony i zniechęcony wynikiem. To był ogromny stres.

Joanna: Ale teraz świetnie sobie radzisz zarówno z mówieniem, jak i ze stomią. Używamy sprzętu dwuczęściowego Coloplast Sensura Mio. Płytkę naklejamy tacie co tydzień (ja, siostra lub mama), a woreczek zmienia i opróżnia tata.

Krzysztof: Zmieniamy sprzęt w różnych miejscach, bo często wyjeżdżamy. Ogólnie jestem aktywny i bardzo dużo się ruszam. Jak wychodzę z domu, zabieram ze sobą taki zestaw (Krzysztof wyjmuje kosmetyczkę, w której znajdują się docięta płytka, worek, środki zabezpieczające skórę i do usuwania przylepca – przyp. red.). Już kilka dni po wyjściu ze szpitala wsiadłem po raz pierwszy od czasu operacji na rower. Często jeżdżę rowerem ze swoim przyjacielem. Jak jadę wolno, to jestem bardziej wyciszony i wspaniale odpoczywam. No i jeżdżę już samochodem.

Joanna: Tata jest bardzo aktywny. Zimą dużo pływa na basenie. W Wilanowie jest przebieralnia rodzinna, z której można wspólnie skorzystać, aby pomóc drugiej osobie. Choć teraz tata nie potrzebuje już pomocy przy przebieraniu.

Krzysztof: Mam taki strój do pływania jak w pierwszym numerze „Kolorów Życia”. W zeszłym roku wróciłem do żeglarstwa. Wiosną i latem pływałem po jeziorach, a potem po morzu (Jurata, Jastarnia i Hel). Na początku to były niewielkie rejsy w ciągu dnia – nie spałem wtedy na łodzi. To dla mnie bardzo ważna sprawa, bo przez wiele lat żeglowałem i to była moja wielka pasja. Potem były dłuższe rejsy, cztery dni razem z przyjaciółmi i z córką. Przekonałem się, że mogę zapewnić sobie na jachcie warunki do zmiany sprzętu czy opróżniania woreczka w czasie rejsu. A w tym roku we wrzeoeniu wybieram się na dłuższy, dwutygodniowy rejs do Chorwacji z dwunastoma osobami w podobnym do mnie wieku.

Joanna: Tata ma zaplanowanych bardzo dużo wyjazdów. Co roku wyjeżdża z mamą i z nami nad morze. Jeździmy tam samochodem. No i sprzęt jest niezawodny podczas podróży. Odkrycie go było dla nas mistrzostwem świata. Początkowo korzystaliśmy ze sprzętu innych firm i myśleliśmy, że tata nigdy nie będzie mógł wyjść z domu. Nic się nie trzymało. Trzeba przestrzegać pewnych zasad, np. tata nie je nic od 17.00, żeby w nocy rzadziej wstawać. Ale kawę dalej pije, bo lubi.

Krzysztof: Nie można ze wszystkiego rezygnować. Staram się też być aktywny w domu, np. umyć okna. No i ważny jest też w życiu dorosłego człowieka seks. Trzeba być otwartym na drugiego człowieka takim, jaki jest.

Joanna: Mój syn Benuś urodził się w nagrodę po operacji, żeby tata szybko wracał do zdrowia. Jak z nim zostaje, to razem raczkują, turlają się. Ja wołam: „tato, uważaj na worek”, ale on się nie przejmuje, tylko bawi się z małym na całego. Bardzo się kochają.

Krzysztof: I powracam do sprawności, jest coraz lepiej. Mam wspaniałą rodzinę, przyjaciół, a zabawa z Benkiem i obserwowanie, jak ten młody człowiek rośnie, zaczyna raczkować i mówić, dopełnia moje poczucie sukcesu i szczęścia, jak piękne potrafi być życie.

Dziękujemy za rozmowę.

Przeczytaj także...

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *